Leczenie tradycyjne a pod mikroskopem
Różnica nie polega na innym zabiegu. Polega na tym, czy lekarz widzi to, co robi.

Ta sama procedura, inny dostęp do informacji
Kolejność kroków jest identyczna: otwarcie zęba, znalezienie kanałów, opracowanie, płukanie, wypełnienie.
Bez powiększenia część tych kroków odbywa się po omacku. Lekarz wyczuwa narzędziem to, czego nie widzi, i opiera się na tym, co pokazuje płaskie zdjęcie.
Pod mikroskopem to samo jest widoczne wprost, razem ze światłem wprowadzonym w oś zęba. Dno komory przestaje być ciemną dziurą.
Gdzie ta różnica jest największa
Przy trzonowcach, zwłaszcza górnych, gdzie czwarty kanał bywa schowany tuż za pierwszym i łatwo go minąć.
Przy zębach leczonych wcześniej, gdzie trzeba znaleźć przyczynę niepowodzenia.
Przy kanałach zwapniałych, których ujścia zarosły z wiekiem.
Przy usuwaniu złamanych narzędzi i zamykaniu perforacji, gdzie bez widoku praktycznie nie da się pracować.
Gdzie różnica jest mniejsza
Siekacz z jednym prostym kanałem bywa leczony skutecznie bez mikroskopu od dziesięcioleci.
Mikroskop nie jest warunkiem powodzenia w każdym przypadku. Jest warunkiem wtedy, gdy zaczynają się schody, a tego często nie widać przed rozpoczęciem leczenia.
Co to zmienia dla pacjenta
Wizyta trwa dłużej, bo praca w powiększeniu wymaga innego tempa i precyzyjnego ustawienia.
Leczenie kosztuje więcej, bo lekarz spędza przy jednym zębie więcej czasu.
W zamian rośnie szansa, że wszystkie kanały zostaną znalezione za pierwszym razem, a ząb nie wróci do gabinetu po dwóch latach.